Drukuj

List otwarty prof. Edwarda Malca do Redaktora Naczelnego GW

on 19 marzec 2015
Odsłony: 7035

 "Szanowna Redakcjo Gazety Wyborczej

Niniejszy list, jaki kieruję do Państwa jest wynikiem mojej głębokiej dezaprobaty wobec stosowanych przez redaktorkę Gazety Wyborczej – Panią Iwonę Hajnosz metod naruszania mojej godności.

Od około 8 lat jestem systematycznie na łamach państwa gazety przez panią Hajnosz na różny sposób szykanowany. Pomimo, że od prawie 8 lat pracuję w Niemczech, gdzie jestem kierownikiem Kliniki Kardiochirurgii Wrodzonych Wad Serca , początkowo w Monachium, a obecnie w Munster i zupełnie nie angażuję się w kontakty z krakowskimi klinikami, Uniwersytetem Jagiellońskim , a zwłaszcza w krakowskie środowiskowe konflikty, to regularnie przypisuje mi się nieprawdziwe, deprymujące mnie słowa i czyny.

Początkowo, licząc na rzetelność dziennikarską, w odpowiedzi na te artykuły przedstawiałem pani Hajnosz fakty i dowody przeczące jej doniesieniom, ale wkrótce zorientowałem się że pani redaktor nie jest zainteresowana prawdą, tylko rozdmuchiwaniem afer. Nie chcę rzucać oskarżeń, ale czasami miałem wrażenie, że jest wyrazicielem woli jakiegoś zleceniodawcy.

W efekcie, przestałem odpowiadać na bardzo liczne telefony, sms-y itp. Rozumiem, że dziennikarza powinna cechować ciekawość świata i ludzi, ale obowiązują też normy etyczne. Ja, od 8 lat jestem ustawicznie przez panią Hajnosz nękany na wiele sposobów. Przykładowo, pani redaktor wielokrotnie telefonowała do rodziców operowanych przeze mnie dzieci z zapytaniem o wielkość łapówek, które musieli mi płacić w zamian za operacje serca. Z opowiadań rodziców wiem, że robiła to bardzo niegrzecznie i natarczywie.

Innym przykładem działalności (trudno nazwać ją działalnością „dziennikarską”) Pani Hajnosz jest list do moich przełożonych w Klinice w Monachium z pytaniami, cytuję: „Czy jestem legalnie zatrudniony w klinice?”, „Czy jest im coś wiadomo o konfliktach w zespole, od czasu przejęcia przeze mnie jego kierownictwa?”. Zaszokowani otrzymanymi pytaniami Prof. Reichart i Prof. Netz udostępnili mi ten list wraz ze swoimi odpowiedziami (przesyłam w załączeniu).

Niedawno, moja sekretarka w Munster odbierała natarczywe i niegrzeczne telefony od pani redaktor.

W Niemczech pełnię prestiżowe stanowisko kierownika kliniki kardiochirurgicznej, jestem profesorem znanego, bardzo wysoko notowanego w rankingach Uniwersytetu i niewiele Polaków zdołało osiągnąć w tym nadal trudnym dla obcokrajowców kraju tak wysokie stanowisko. Zostało to zresztą docenione przez Polskę i rok temu zostałem uhonorowany w Polsce 2 wysokimi odznaczeniami (przez Prezydenta RP Krzyżem Oficerskim Polonia Restituta oraz przez Ministra Spraw Zagranicznych za wzmacnianie pozycji Polski na arenie międzynarodowej odznaką Bene Merito). W podzięce za pracę i kreowanie pozytywnego wizerunku za granicą otrzymałem list z podziękowaniem od Prezydenta Miasta Krakowa i niektórych posłów RP.

Uważam, że nie mogę i nie chcę pozostawać bierny wobec publicznego deprymowania mojej osoby i kłamliwych sformułowań. Przykładowo w ostatnim artykule pani Hajnosz przeczytałem, że „musiałem opuścić Kraków, przyczyną był konflikt w szpitalu”. Jest to określenie wysoce niestosowne, sugerujące czytelnikowi, że dopuściłem się jakiś nadużyć. Pragnę podkreślić, że pożegnałem się z Uniwersytetem i szpitalem na własną prośbę, za obopólną zgodą i nie ciążą na mnie żadne przewinienia. W powyższym artykule pada również wysoce obraźliwe dla mnie stwierdzenie („Kołcz wkracza do kliniki głównym wejściem, Malec wchodził tymi od kuchni”). Władze Uniwersytetu Ludwika-Maksymiliana i Szpitala Uniwersyteckiego w Monachium przez ponad rok przed moim objęciem kierownictwa programu leczenia wrodzonych wad serca prowadziły ze mną rozmowy. Na moje życzenie takie rozmowy toczyły się w Monachium również z Dr Katarzyną Januszewską, Dr Jackiem Kołczem oraz jedną z moich instrumentariuszek. Pan Dr Kołcz dwukrotnie odwiedził Monachium w celu podjęcia tam pracy, niestety bez powodzenia. W Heidelbergu od dłuższgo czasu młody, bułgarski kardiochirurg Prof. Loukanov, kierujący sekcją kardiochirurgii dziecięcej jednego z mniejszych programów w Niemczech (po przejściu na emeryturę Dr. Sebeninga) poszukiwał partnera. Na rynku niemieckim jest to bardzo trudne, ponieważ jest tu bardzo mało kardiochirurgów dziecięcych, a bezwzględnym warunkiem prowadzenia programu kardiochirurgii dziecięcej w Niemczech jest przynajmniej dwóch specjalistów. Dr Kołcz po zdaniu egzaminu językowego (mnie ze względu na moją pozycję to nie obowiązywało) został zatrudniony bez żadnych konkursów (jak twierdzi Pani Hajnosz) na stanowisku specjalisty, a nie żadnego ordynatora.

Uniwersytet Ludwika-Maksymiliana w Monachium należy do 50 najlepszych uniwersytetów na świecie i jest we wszelkich rankingach dużo wyżej sklasyfikowany niż Uniwersytet w Heidelbergu. Z całym szacunkiem dla Dr Kołcza, którego osobiście zatrudniłem w Krakowie, przez prawe 10 lat szkoliłem, byłem promotorem jego doktoratu, opiekumem jego specjalizacji oraz pomysłodawcą większości prac naukowych, które napisał, uważam, że stwierdzenia „największy sukces medyków wykształconych w Krakowie”, „prestiżowe stanowisko w klinice najlepszego i najstarszego uniwersytetu w Niemczech” oraz „sukces dekady” brzmią komicznie w stylu języka propagandy sukcesu minionej epoki i są po prostu nieprawdziwe. Z moich inforamacji wynika, że powodem odejścia Dr Kołcza były konfliky w kakowskim zespole kardiochirurgicznym.  

Wieloletnia dzialalność Pani Hajnosz nie tylko uwłacza rzetelności dziennikarskiej, deprecjonuje i ośmiesza zawód dziennikarza, ale niesprawidliwie uderza w moją osobę (wielokronie przez ostanie 8 lat). Bardzo smutnym jest fakt, że gazeta o tak dużym zasięgu oddziaływania jaką jest „Gazeta Wyborcza” nie weryfikuje prawdziwości ani poziomu etycznego publikowanych tekstów, narażając się nie tylko na śmieszność, ale przede wszystkim utratę zaufania czytelników.

Nie wiem jak przerwać to ustawiczne i nieżyczliwe „zainteresowanie” Pani Hajnosz moją osobą, może konieczna będzie droga sądowa.

Z poważaniem

Edward Malec"